sobota, 31 grudnia 2011

Fortune is fickle.

I tak, cali i zdrowi doszliśmy do bramy starego roku, będąc jednocześnie na progu Nowego Roku 2012.
Zawsze, na koniec roku spisuje krótki regest roku mijającego (takie luźne, krótkie myśli) to samo uczynię teraz,więc zacznę od początku:
w styczniu wojowałem z kolokwiami i poprawkami na PWSZ, przeżyłem 20 urodziny, 
i doszedłem do lutego: w którym przypadł czas sesji poprawkowej
i jeden z wpisów do Kalendarza:
" Jak zaliczę semestr, to się tak upije, że nie będę mógł chodzić"- nie zliczyłem, wiec się nie upiłem:P
I w lutym, nie pamiętam dokładnie kiedy, poznałem Kogoś, z kimś jestem do tej pory i jestem szczęśliwy ^^)  
W marcu, jakoś nic szczególnego się nie wydarzyło, oprócz zakończenia kariery na PWSZ.
Wtedy to zacząłem czas błogiego lenistwa, które trwało, aż do października...
Od tamtej pory zaczęły się podróże małe i duże, bo naszej kochanej Polsce.
Imprezy, spotkania ze znajomymi i Przyjaciółmi wypełniały mi czas,
trochę żałuję tylko, że mogłem te kilka miesięcy inaczej wykorzystać: na czytanie amerykańskiej literatury, poczytać książki Jane Austen czy Francis'a Scotta Fitzgeralda lub przeczytać serie książek Gossip Girl.
Dziwne, dlaczego nie mam zapisane, co się działo w marcu, kwietniu... przecież zawsze umieszczałem w moim Kalendarzu, to, co był warte uwagi, no nic może to nie było nic ciekawego lub nie znalazłem na to czasu.
Czas szybko obiegnie i zanim się obejrzałem był już lipiec i wyjazd na ukochane Mazury;-)
Pływanie kajakami, wieczorne, zakrapiane ogniska, świetna atmosfera i świetni ludzie, to przepis na udaną zabawę w Karinie Tysiąca Jezior. 
Przez te kilka dni w Jorze Wielkiej bardzo się zrelaksowałem i odpocząłem, super czas, jak co roku będę wracał do Jory, to stało się moją tradycją od 2009 roku.
Lipiec obfitował w jeszcze jedno ciekawe wydarzenia, mianowicie ślub mojej siostry, który był bardzo dobrym wydarzeniem, ale przekonałem się, że ślub może być lekcją czegoś ważnego...
6 sierpnia wyruszyłem na camino de Jasna Góra (camino znaczy droga)
Pielgrzymka, to dziewięć tak długich i jednoczenie tak krótkich dni, piękne wydarzanie, wspomnę, że to była moja trzecia pielgrzymka.
To trzeba przeżyć !
Po pielgrzymce pojechałem do Przyjaciela do Pułtuska, stamtąd udaliśmy się do Mikołajek, do aqua parku w Hotelu Gołębiewskim na zasłużony relaks po trudach pielgrzymki;-)
Kiedy nadszedł wrzesień ,to już tak nie balowałem, za to często odwiedzałem moich płockich Przyjaciół.
Pod datą 13 września mam wpis, że podpisałem umowę o "świadczenie usług edukacyjnych" z UKSW .
Od tego dnia stałem się studentem tego Uniwersytetu; mam zamiar skończyć licencjat. 
To na początek.
Zobaczymy, co będzie dalej.
Jeszcze w sierpniu , rzutem na taśmę załapałem się na dziką wyprawę do Krakowa.
4 szalone dni, w doborowym towarzystwie, m.in. mojej  Drugiej Połówki
Było epicko ^^)
29 września przeżywałem swoje imieniny. Dziękuje za obecność paczce moich Przyjaciół.
1 października był pierwszym dniem na Uczelni, poznałem swoja naprawdę wspaniała grupę, z którą od razu nawiązałem poprawne relacje, potem wróciłem do siebie na osiemnastkę mojego Przyjaciela, i tak na kacu wróciłem  następnego dnia do Vavatown na zajęcia:p
Bardzo mi pasuje studiowanie zaoczne, bo dzięki temu mogę znaleźć czas na wszystko, na spotkania, imprezy, oglądanie filmów z Audrey Hepburn ;)
Nie chce się rozpisywać, co konkretnie działo się przez ten rok, bo jest tego masa i to, nie o to chodzi,
chciałem przytoczyć te chyba ważniejsze momenty.
W ogóle to jestem wdzięczny Opatrzności za ten rok, ponieważ mijający rok okazał się rokiem dobrym, pogodnym, ogólnie dużo lepszym niż rok go poprzedzający.



              Z odwagą i nadzieją na lepsze jutro wkraczam w Nowy Rok 2012.
                                        


                                                                     -Rafiens T. K. 


środa, 21 grudnia 2011

You alone must decide what to do now.

Łoł, łoł, łoł,  a może raczej ho ho ho z okazji zbliżających się Świąt?

Chyba św. Mikołaj uznał , że jestem nie grzeczny, skoro sprawił mi kalejdoskop :]
Ostatnio, wszystko się u mnie zmienia, jak w kalejdoskopie. Dosłownie. 
Już nawet niczego nie jestem pewien, a nie wróć, wiem tylko, że jutro znów wstanie słońce i zacznie się nowy dzień.
No właśnie- nowy dzień.
Każdy poranek jest zwiastunem czegoś nowego, może to być poranek pełen zmian, nowych koncepcji na przyszłość lub leniwym porankiem i śniadaniem w łóżku.   
Jednak nowy dzień to nowa szansa na zrobienie czego ze swoim życiem, jeśli czujemy, że coś nie tak.


Ostatnimi czasy ja tak mam, dlatego postanowiłem, symbolicznie jeszcze przed Nowym Rokiem wprowadzić kilka zmian do mojego   ‘systemu’. O konkretnych nowych pomysłach ‘na siebie’ rozpiszę się w następnym roku ;-)
Jednak jeszcze w grudniu mam ciężki orzech do zgryzienia. Mianowicie tym orzechem jest Miłość. 
Tak, tak, wiem, że miłość u takiego ‘ próżniaka’ jak ja jest czymś może nawet banalnym, ponieważ wydaje mi się, że ludzie próżni nie wierzą w miłość, choć mogę się mylić.


Nie wiem czemu, ale miłość w moim wydaniu wydaje mi się skomplikowana. Każda. Nie ważne czy pierwsza czy ostania.
Czy ktoś dokładnie wiem czy jest miłość ? Historia pozuje jak wiele spojrzeń na miłość wytworzył człowiek. Dla mnie to jest najpiękniejsza definicja Miłości:
- A zatem czym jest miłość?
- zapytał Mistrza młody uczeń.

- Całkowitą nieobecnością lęku
- odpowiedział Mistrz, nie
odrywając wzroku od płótna.

- A czego w życiu najbardziej się lękamy?
- Miłości - odparł ponownie Mistrz,
dając tym samym młodemu adeptowi
sztuki wiele do myślenia.



Miłość to także szczęście. Szczęście okazywane i dawane  drugiej połówce.

Generalnie chodzi o to by być naprawdę szczęśliwym.

Łał, to dopiero banał nie? Niby to takie nie wielkie pragnienie, a jednak może spędzać sen z powiek. Chyba każdy z siedmiu miliardów ludzi na Ziemie chciałby być szczęśliwy… Czy to takie dziwne?
Czasami szczęście jest w zasięgu naszej ręki, czasami mijamy je, nie wiedząc, że przeszło obok nas, często przesypiamy nasze szczęście, ale po co śnić, skoro życie jest takie ekscytujące?
O sprawach kluczowych dla naszego szczęścia musimy decydować sami.                                             
Wsłuchać się w głos serca, bo to one jest najlepszym suflerem w tym teatrze…   



 „Czasami w życiu stajemy na rozdrożu i jesteśmy zmuszeni wybrać drogę, która podążamy. I nie wiadomo, czy nasza podróż zaprowadzi nas do przyjemności czy bólu. Gdy już podejmujemy decyzje nie ma odwrotu.”

Jeszcze myśl, dla Kogoś, z kogo wpłynął cały entuzjazm i radość z życia:
 Znany profesor zaczął swój wykład dla 200 osób trzymając w ręku 100 złotowy banknot.
Zapytał:
- Kto z Was chciałby dostać ten banknot?
Wszyscy podnieśli ręce..
Wtedy powiedział:
-Dam go jednemu z Was ale najpierw zrobię to...
I zgniótł banknot w ręku.
Znów zapytał:
- Kto teraz chce ten banknot?
Wszystkie ręce dalej były podniesione. Profesor dodał:
- A jeśli zrobię tak...
Rzucił banknot na ziemię pogniótł i podeptał.
-A teraz? Kto chce jeszcze te pieniądze?
Ręce nadal były podniesione.
Wtedy profesor powiedział:
- Nie ważne co zrobię z tym banknotem, zawsze będziecie go chcieli, bo nie traci swojej wartości. To samo jest z nami...

Często jesteśmy deptani, gniecieni, czujemy się kompletnie bez wartości. Brudni czy czyści, zgniecieni czy cali, wysocy czy niscy, grubi czy chudzi. To wszystko jest nie ważne!                             
Nie wpływa to w żaden sposób na naszą wartość.
Ceną naszego życia nie jest to jak wyglądamy ale co zrobiliśmy, co wiemy.

Dobranoc,
Rafiens ^^



środa, 30 listopada 2011

Once bitten, twice shy.

Co niektórzy są naprawdę śmieszni.
Żyją w swoim bagnie i do tego bagna chcę wciągnąć innych.
Posługują się kłamstwem, by na nim budować swoje kiepskie historyjki. 
Plotkują o innych, bo sami nie potrafią zając się swoim żywotem.
Plotkują, co jest oznaką ich słabości.
Wraca do mnie nie chlubna przeszłość w postaci panny M.
Myślałem, że już znalazła inny obiekt zainteresowań…,
ale dręczenie mnie wychodzi jej tak samo dobrze, 
jak wyłudzenia i robienie ludzi w przysłowiowego "chuja".
Z resztą już dawno ją samą, i to, co z nią związane, 
skrzętnie ukryłem za spichrzowym murem przeszłości. 
Mówiąc inaczej zastosowałem wobec niej politykę “grubej kreski”. Poza tym wraca ze swoimi “nowinkami” i plotkami w momencie, kiedy jestem znacznie silniejszy i zaszczepiony na takie pneumokoki jak wspomina waćpanna M.


Dobrze wiem, że zło mogę zwyciężyć dobrem, 
więc nie będę na razie podejmował żadnych radykalnych działań, mam nadzieję, że nie będę musiał tego w ogólne robić…, ale trzeba pamiętać: Kto się na gorącym sparzył, ten dmucha na zimne...


To, że im się nie układa, nie oznacza, że ja mam podzielać 
ich los i tkwić w jakichś  paranojach.
Niby domagają się sprawiedliwości, choć wiedzą , że nie postępują sprawiedliwie.
Szukają fałszywych świadków, by komuś uprzykrzać życie.
Robią wiele świństw, ciemne interesy, prowokacje; sprzedają innym swoje wymyślone historie,   
licząc, że fałszywi świadkowie będą w nie wierzyć. 
Mylą się.
Każdy ich ślad, każdy uczynek,
każde przewinienie i tak,
prędzej czy później wyjdzie na jaw.  
Zło wyrządzone innym wróci do nich.
Bezsensem jest wyciąganie do takich ludzi ręki,
oni nie chcą sobie pomóc, bo uważają, ze wszystko zrobią najlepiej.
Zostawiam ich w ich naturalnym środowisku, z myślą, by o nich zapomnieć.

czwartek, 24 listopada 2011

We are only people who want to feel free ...

Świat. Ciągle pokazuje nam swoje nakazy i zakazy.
A my, szarzy ludzie, w szarym państwie chcemy się tylko czuć wolnymi...


Oczywiście nic mnie nie ogranicza, wedle prawa jestem wolny, ale to tylko pozorna wolność. Aparat państwowy obserwuje Twoje i moje poczynania; a to „wielki brat” na ulicach naszych miast, a to serdeczni sąsiedzi, donosy, plotki…
W pewien sposób zniewala nas także nasza rodzina, nasze otoczenie...


Ciągłe pytania , może nawet "rutynowe" pytania: "Kiedy weźmiesz ślub?"; "Masz kogoś?"; " Jak tam?" etc.
czasami doprowadzają mnie do białej gorączki.
To dla mnie zrozumiałe, że jak chce mówić o sobie, to mówię,tak?
Nie chce mi się informować społeczeństwa o swoich porażkach!
Wole chwalić się swoimi zwycięstwami, które i tak na krótko pozostają w pamięci, ale lepsze to, niż opowiadania o tych nieciekawych momentach...

                                     Wracając do wolności.    

Jednakże wolność to stan ducha, a nie ciała...


Ciało jest mieszkaniem dla duszy.
Duszą nazywamy nasze wewnętrzne "ja" .
Każdy człowiek wyposażony jest w indywidualną duszę, która jest siedzibą cnót- tak twierdził Sokrates.
Martin Heidegger spostrzegł, że istota bytu ludzkiego jest zawarta w jego egzystencji. 
Kartezjusz natomiast uważał, że człowiek jest duszą posługującą się ciałem- łac. homo est  anima utens corpore .
W KKK możemy przeczytać, że "jedność ciała i duszy jest tak głęboka, że można uważać duszę za "formę" ciała; oznacza to, że dzięki duszy duchowej ciało utworzone z materii jest ciałem żywym i ludzkim, duch i materia w człowieku nie są dwiema połączonymi naturami, ale ich zjednoczenie tworzy jedną naturę"( KKK 365)
Wydaje mi się, że każde  z powyższych stwierdzeń jest poprawne.
Każde z w/w spojrzeń na duszę, prowadzi nas do poznania, kim na prawdę ona jest. Jednakże to każdy z nas ubogaca swoją duszę na swój sposób, jedni robią to dobrze, inni gorzej. Jednak w najmniej spodziewanym momencie Życie ofiaruje nam klucz do naszej duszy, tym samym do naszego szczęścia i do naszego wewnętrznego poznania się , więc mogę śmiało powiedzieć, że ...

Kluczem do szczęśliwego życia jest pielęgnacja duszy.

dobranoc,
-Rafiens ^^

poniedziałek, 14 listopada 2011

I'm fed up with this shit situation!!!

OMG, mam dość!
Wysiadam...


Kurna, czemu zawsze mam pod górkę?!
Czemu zawsze to mi wieje wiatr w oczy?!
Mam ochotę uciec  do jednego miejsca na Ziemi, gdzie problemy przestają mieć znaczenie...


Tylko,że chwilowe ucieczki mi nic nie dadzą... sprawa raz odłożona sama się odkłada ...
Z autopsji wiem, że mają racje  Ci, co tak mówią.
Pozwolę spojrzeć sobie na to inaczej:

Tyle razy już upadałem.
Tyle razy zwyczajnie odpuściłem.
Tyle razy nie podołałem...
Tyle,że po każdej mojej porażce się podnosiłem,
więc nie zostaje mi nic innego, jak zrobienie tego po raz kolejny...
Mówią, że " co  Cię nie zabije to  Cię wzmocni  "
I tak jest!
Muszę się wziąć w garść!

Strasznie się rozleniwiłem, muszę się tego pozbyć,
by osiągnąć szczyty, działać świadomie, przestać na fara liczyć! 



Do tego dochodzi
"Dla wojownika nie ma miłości niemożliwej do spełnienia. Ani milczenie, ani obojętność, ani odrzucenie nie są w stanie go onieśmielić. Wie, że pod lodowatym pancerzem, za którym czasem kryją się ludzie, bije gorące serce.
Dlatego wojownik podejmuje większe niż inni ryzyko. 
Bez wytchnienia szuka miłości, nawet za cenę wielu „nie”, licznych powrotów na tarczy i dojmującego poczucia odrzucenia duszy i ciała.
Wojownik nie daje się łatwo zastraszyć, kiedy poszukuje tego, co mu niezbędne do życia. Wie, że bez miłości jest niczym."
Paulo Coelho - Podręcznik wojownika światła.



dobranoc,
- Rafiens ^^

piątek, 11 listopada 2011

The National Independence Day

Wywieszone flagi przed domami, instytucjami publicznymi, radiowe wspomnienia o Marszałku, biało-czerwone kotyliony i dźwięk patriotycznych pieśń, które przypominają nam o bardzo ważnym dla nas dniu- Święcie Niepodległości. 

Również Belgia i Angola przezywają rocznicę swojego wyzwolenia, a w Chinach dziś obchodzony jest Dzień Singli, w Finlandii Dzień Ojca, na  Tajwanie Dzień Bliźniąt, a w USA  Dzień Weterana. Dziś co najmniej 4 państwa na Świecie pamiętają o odzyskaniu swojej niepodległości. 
To dobrze. 
To o czymś świadczy. 
    Świadczy o przekonaniu mówiącym, że jeśli nie znamy swojej przeszłości, nie oddajemy czci naszym bohaterom i nie kultywujemy Tradycji, to nie wiemy kim jesteśmy i dokąd idziemy... 

Podtrzymywanie pamięci o naszych przodkach, pielęgnacja rodowej historii, a przede wszystkim jej znajomość może się okazać bardzo pomocna w naszym życiu.

    Cyceron mawiał: Historia testis temporum, lux veritatis, vita memoriae, magistra vitaehistoria jest świadkiem czasów, światłem prawdy, życiem pamięci, nauczycielką życia.   
Chwała  Ci za to Cyceronie, że doszedłeś do tego wniosku! 
My, ludzie XXI wieku mimo, że znamy historie, mimo, że powinniśmy uczyć się na błędach, które w przeszłości popełniali nasi przodkowie , to i tak tego nie robimy!

No właśnie błędy, kto ich nie popełnia?

Przytoczę jedną z wypowiedzi tytułowej bohaterki sitcomu Gossip Girl:
"Błędy – wszyscy je popełniamy. Zazwyczaj mamy najlepsze intencje, jak trzymanie czegoś w tajemnicy, by kogoś chronić. Albo chcemy oddalić się od osoby, którą się staliśmy. Czasami nie wiemy nawet, jakie błędy popełniliśmy. Albo odkrywamy to w ostatniej chwili żeby zdążyć wszystko wyprostować.
Ale żaden błąd nie zdarza się bez powodu. Daje nam lekcje czegoś, czego w innym wypadku byśmy nie zrozumieli. 
Można mieć tylko nadzieję, że więcej nie popełnimy tego błędu. Całe szczęście, że tak się nigdy nie dzieje."



Gdy patrzę na swoją historię, to widzę ile błędów popełniłem.
No, ale cóż, czasu nie cofnę.
Popełniam błędy i będę je popełniać.
Błędy są wpisane w ludzką egzystencje, my tylko możemy na przyszłość być mądrzejsi i wyciągać wnioski, 
tylko dlaczego często tego nie robimy?
      Ostatnio, Ktoś na mnie oddziałuje, w taki sposób, że próbuje zmienić mój styla zachowania się, "skorygować" u mnie błędy, które popełniam; niby dla naszego dobra, ale ja nie mogę i nie chce pozwolić sobie na zmianę... Wiem, mam trudny charakter i mam także swoje własne "ja" i uważam, że nie muszę go zmieniać i nie będę nikogo uszczęśliwiał na siłę.
Poza tym, niby ta moja "zmiana" zaczęła mi w końcu wychodzić, ale była to maska i gra pozorów, ponieważ nie będę się dostosowywać do czyjejś wizji mnie.



Jestem sobą i zamierzam w tym teatrze grać tylko role własnego autorstwa!

C’est la  vie !
Samo życie
x.o.x.o
-Rafiens

czwartek, 10 listopada 2011

The Beginning

Jak wskazuje tytuł pierwszego postu, to początek mojej przygody z blogiem;-)

Postanowiłem go założyć, ponieważ na znajomych i Przyjaciół nie zawsze mogę liczyć, oraz nie zawsze mogę im wszystko powiedzieć, przez wzgląd na styl życia, jaki prowadzę.
       Potrzebuje miejsca, w którym mogę się wyrazić bez zbytecznego ocenia mnie, ponieważ mam dość ciągłego poddawania ocenie mojej osoby, na każdej płaszczyźnie mojego życia: w domu, wśród znajomych i Przyjaciół, czy na studiach...
Ostatnio usłyszałem, że jestem narcyzem i egoistą, więc stąd nazwa mojego Bloga.
      Targowisko próżności to nie tylko miejsce, w którym króluje próżność...
"Targowisko Próżności" to bardzo podejrzany rynek, pełen fałszu, obłudy, kłamstwa i szacunku dla pozorów."
To cała przestrzeń naszego życia. Mogę nie tylko to za obserwować na swoim przykładzie,
ale także obserwując ten cały Świat, w którym panuje bezprawie, zło, niemoc i cierpienie.

Z całą słusznością mogę powiedzieć, że Świat na którym żyjemy pewnie zmierza do destrukcji. Obecne nastawienie ludzi na maksymalną konsumpcje, hedonizm oraz czerpanie bez opamiętania z zasobów Ziemi czy widmo wojny nuklearnej między Izraelem a Iranem prowadzą prosto do końca...
Jednak w tym chyleniu się Świata do upadku dostrzegamy zielone wysepki piękna, dobra i prawdy.
      Dzięki tym trzem uniwersalnym prawdą Kosmosu ludzkość wykształciła na przestrzeni dziejów wiele różnorakich kultur, religii, systemów naukowych, medycznych czy ekonomicznych. Te trzy wyznaczniki pomagały całej rodzinie ludzkiej rozwijać się.
Teraz te trzy słowa jawią się w Świecie(dla zdecydowanej większości), jako coś płytkiego, niemodnego, nie wygodnego. Ludzie wolną iść na "łatwiznę" i omijać te, jedne z wielu wyznaczników człowieczeństwa...

Dobrze, że są jeszcze ludzie, dla których dobro, prawda i piękno stanowią drogowskaz do spokojnego życia.
Dobrze, że są jeszcze takie miejsca, w których możemy te słowa odnaleźć.
Dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy chcą wierzyć w to, że jest jeszcze coś ponad nami.
Może trochę zbiegłem z tematu, ale chciałem wyjaśnić skąd akurat ten tytuł blogu.

Będę wpisywał w kolejnych " odcinkach" moje przygody, refleksje i przemyślenia.
Chciałbym uzupełnić blog o moją dotychczasową historię mego żywota.

Zapraszam do odwiedzania "Targowiska Próżności"

x.o.x.o
-Rafiens