środa, 18 stycznia 2012

An ounce of prevention is worth a pound of cur.



No właśnie...
Ja własnie zaczynam myśleć w takich kategoriach.
Zbliża się sesja, profesorowie wymagają, 
a ja jestem już jedną nogą w semestrze letnim.
Ostatnio, jakoś nie widzę swoich trofeów, więc
jak to mówią " zesram się, a nie dam się "
i udowodnię sobie i innym, że mogę, że potrafię i Ooo!

Może, to zabrzmi egoistycznie, ale nie dawno zrozumiałem, że muszę się skupić na tym, 
co w anegdocie, zwanej Życiem jest najważniejsze...
... na sobie.
 Cóż Życie jest brutalne, a ja już byłem okrzyknięty egoistą, więc już się uodporniłem.
Poza tym sesja to sytuacja, kiedy zapala mi się "czerwona lampka",
która ostrzega mnie, motywuje i zdaje się jak by krzyczeć:
" To już czas, weź się za siebie, nie zajmuj się życiem innych,
nie możesz się poddać i odpuścić. Walcz !"
I własnie zamierzam posłuchać tych moich wewnętrznych ostrzeżeń,
bo lepiej zapobiegać, niż leczyć...
Wole zaliczyć semestr w normalnym trybie, niż potem bujać się na poprawkach etc. dlatego teraz włożę w to trochę energii.
Jeszcze mam motywacje i wsparcie osób mi bliskich i życzliwych,
więc będzie dobrze ! 


Go ahead Rafiens ^^)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz